środa, 24 marca 2010

W dzień też można!

Oj, dawno, dawno mnie tu nie było... Bo i pisać nie miałem o czym - niebo praktycznie cały czas zasnute chmurami, nie nastrajało optymistycznie, a jak już odsłoniło się trochę, to ostry mróz zniechęcał. Może jestem mięczakiem...?

W każdym bądź razie, w końcu nadeszła wiosna. Śniegi roztopiły się, mrozik wrócił na daleką północ i wschód. W końcu.
Humor poprawia się, gdy nasza najbliższa gwiazda świeci radośnie i przygrzewa.

Przyszła i ochota na nadrobienie zaległości. Teleskop, drzemiący spokojnie przez kilka miesięcy (no, może z wyjątkiem opozycji Marsa, kiedy wytargałem go w ostry mróz), budzi się do życia i zaczyna ciężką pracę. W dzień i w nocy.

No dobra, zastanawiacie się pewnie co można obserwować teleskopem w dzień? Ja znalazłem dla niego zastosowanie dzięki jednemu wątkowi na astro-forum.org :)

Samoloty.

A konkretniej fotografowanie samolotów na wysokości przelotowej (~10km). Jak na razie mam za sobą jedno podejście do tematu (wczoraj), gdzie przekonałem się, że obiekty te są bardzo szybkie, a ustawienie focusa przez to trudne... Nie poddaję się jednak i szukam wspomagania (może dandelion?), a także planuję, o ile pogoda pozwoli, ćwiczyć ile się da :)

Moje pierwsze próby zamieszczam poniżej - tak jak napisałem, zdjęcia nie są ostre, są trochę zaszumione, ale przynajmniej dzięki nim wiem już jakie ustawienia aparatu będą odpowiednie (wszyscy uczymy się na błędach, co nie?).




Fotki wykonane za pomocą Synty 8" 1200mm i Canona 350D, w ognisku głównym.

piątek, 9 października 2009

Portret Łysego

Po wypadzie obserwacyjnym do Przybrodzina z Przemkiem 28 września 2009 (o którym jeszcze napiszę), zakupiłem lustrzankę cyfrową Canon EOS 350D, by zacząć czynić pierwsze kroki w astrofotografii. Jako, że nie dysponuję montażem z napędem, doświadczenie mogę zbierać jedynie na Księżycu i jaśniejszych planetach.

Piątek 2 października 2009 stał się dla mnie pierwszym dniem przygody. Blisko pełni, Księżyc świecący bardzo mocno - ot, warunki idealne do pierwszej fotki. Wynik po obróbce poniżej.



Następne kilka dni było pochmurnie - próbowałem robić zdjęcia, ale niestety nawet po obróbce jakość była tak kiepska, że wylądowały w /dev/null ;)

Kolejne zdjęcia pochodzą z 7 października. Udało mi się na nich uchwycić parę detali, które nawet nieźle się uwydatniły po obróbce.







Ostatnie zdjęcie pochodzi z wczoraj (8 października 2009). Niestety, dziury w chmurach starczyło jedynie na tyle - nie zdążyłem zrobić zbliżeń na kratery :(



Technikalia:
Jeśli chodzi o parametry to ISO dla pełni ustawione było na 200, czas 1/250s. Dla pozostałych ISO800, czas 1/250s. Obróbka zdjęć wykonana w GIMP oraz Registax (uruchomionym w WINE).

poniedziałek, 21 września 2009

Wojskowo! Moździerz na poligonie i łapanie kulek

Data: 2009-09-18
Położenie: 52° 28' 30.93" N 17° 35' 25.99" E
Temperatura: ~15°C z początku, później ochłodziło się do 10°C albo mniej
Atmosfera: Chmur brak - czyste niebo, jedynie nad południowym horyzontem, na obszarze Drogi Mlecznej do ok. 20° wysokości, niewielkie chmurki. Księżyc w nowiu :)

Zbliżał się piątkowy wieczór. Cały dzień bezchmurnie, około 19:00 na niebie pojawiły się chmurewki. Nie popadałem jednak w panikę, gdyż zdjęcia satelitarne pokazywały nadchodzącą dziurę w chmurach, która π razy oko dawała ok. 2h czystego nieba (czy z tego wynika, że oko ma wartość ~38 minut? ;)). Doświadczenia poprzednich nocy nauczyły mnie wrzucenia ciepłych ciuszków do plecaka, co się później okazało zbawienne. Oprócz ciepłej bluzy, w plecaku wylądował również niewielki pojemnik ze szkocką wodą ognistą, z przeznaczeniem grzewczym stosowanym wewnętrznie :)

Miejsce zostało przeze mnie wyszukane już wcześniej (dawny poligon na południe od mojego rodzinnego miasta; dokładne położenie geograficzne powyżej), niestety nie miałem okazji sprawdzić go za dnia, więc nie do końca byłem pewien co zastanę... Patrząc wstecz, przypominałem sobie ten teren jako płaski i bezdrzewny, co dawało jakąś nadzieję :)

Minęła godzina 20:00, a chmury na niebie nadal zajmowały całkiem sporo miejsca. Zapakowałem się ze sprzętem do samochodu i podjechaliśmy (dzięki Tato!) po Moją Lubą (zahaczając wcześniej o sklep, w którym nabyłem wspomniany wcześniej trunek, hehe). Około 30 minut od wyjazdu, po dłuższym poszukiwaniu na terenie poligonu, w końcu dotarliśmy na miejsce. Po wyjściu z samochodu rozejrzeliśmy się w poszukiwaniu ISS, który po chwili pojawił się na nieboskłonie majestatycznie sunąc z zachodu na wschód (20:33).

Niebo o tej porze mimo łuny od miasta na północy (Gniezno), niewielkiej łunki od miasta na południu (Witkowo) i zaświetlenia na zachodzie (Słońce + Gębarzewo) prezentowało się niesamowicie - ciemne tło i wyraźny pas wylanego mleka przez sam środek. Do tego MNÓSTWO gwiazd wszelkiej maści i jasności. Innymi słowy warunki, jakich do tej pory nie miałem okazji uświadczyć (no dobra, od kiedy mam teleskop;)). Pożegnaliśmy się z ojcem i umówiliśmy na powrót powiadomieniem telefonicznym.

Zmontowanie teleskopu zajęło nam dosłownie chwilę. Chłodzenie nie trwało długo, gdyż sam teleskop stał już na zewnątrz od kilku godzin przed wyjazdem. W trakcie (krótkiego) chłodzenia zrobiłem przegląd nieba za pomocą lornetki. Gwiazdy były wszędzie - niesamowity widok :)
Skierowałem wzrok na M31 - galaktyka ładnie(?) widoczna, jednak brak galaktyk towarzyszących - łuna znad miasta robi swoje :( Po tym rzucie oka na północ stwierdziłem, że nie jest to kierunek do obserwacji z tego miejsca - zresztą i tak nie miałem planów na tę część nieba.

Gwiazdozbiór Kasjopeja (na górze) i Wielka Galaktyka w Andromedzie (M31)

Wielka Galaktyka w Andromedzie (M31)


Chwilę później zerknąłem na zegarek - było już chwilę po 21:00. W poszukiwaniu Wielkiej Czerwonej Plamy na Jowiszu, nakierowałem teleskop na planetę, umieściłem w wyciągu barlowa i UWA i spojrzałem w okular. Moim oczom ukazał się przejaskrawiony Jupiter i jego 4 księżyce w ciekawym układzie (wszystkie po jednej stronie planety). Może to była moja wyobraźnia, ale wydawało mi się, że widziałem WCP jako zgrubienie na ciemniejszym pasie chmur. Asia już zgrubienia niestety nie widziała, stąd moja teoria o wyobraźni.

Jako, że pana Jowisza oboje znaliśmy już bardzo dobrze, stwierdziliśmy, że czas poznać nowych przyjaciół ;) Wcześniej już wybór padł na (wesołe) gromadki, więc ku nim zwróciliśmy swe zainteresowanie.

Zaczęliśmy dziko. Prawie wywinęliśmy Orła na Tarczy, aczkolwiek znalazłem gromadkę bardzo szybko (o dzięki Ci, Ciemne Niebo!). Chodzi mianowicie o gromadę otwartą Dzika Kaczka, którą znamy pod symbolem M11. Gromada okazała się zwarta i przyprawiła nas o głupawy uśmiech (i pytanie skąd ta nazwa;)).
Od Kaczki przesunąłem celownik rury na pobliską (względnie, Drodzy Państwo!) gromadę otwartą M26, która już nie była tak wyraźna jak M11, aczkolwiek zauważalna.

Gwiazdozbiór Tarcza i wspomniane Dzika Kaczka (M11) oraz M26

Gromada Dzika Kaczka (M11)

Gromada M26


Przesunięcie wzroku ku horyzontowi pokazało brak gwiazd - chmury, niestety. Tak przepadły marzenia o złapaniu atrakcyj tej nocy - pozostałości lata - M8,M16,M17,M18,M20,M21,M22,M23,M25 :( (na mapce z M11 i M26 - na dole)

Nic to, rzekłem, decydując się wykorzystać niebo w najlepszy możliwy sposób - improwizując :)
Podszedłem klasycznie do tematu i skierowałem lornetkę na herosa Heraklesa. Przy jednym z jego boków zauważyłem mgiełkę, więc zadowolony skierowałem teleskop w tamto miejsce. Herkules odsłonił nam wcale zgrabną gromadkę M13, w UWA 17mm wyglądającą lepiej niż w kombinacji barlow+UWA, która zbyt przygasiła obiekt.

Gwiazdozbiór Herkules z Wielką Gromadą w Herkulesie (M13)

Wielką Gromada w Herkulesie (M13)


Rzut oka na mapkę nieba i pada kolejny cel - M29 w Łabędziu - idealnie nad naszymi głowami. Wstępne celowanie lornetką, a później teleskopem daje niemalże pewność, że to co widzieliśmy, to M29 :D

Konstelacja Łabędź z gromadą otwartą M29, na prawo gwiazdozbiór Lutnia z mgławicą planetarną M57

Gromadą otwarta M29


Przy okazji próbuję ucelować w Pierścionek (M57), ale niestety już nie udaje mi się go znaleźć ;) Operowanie teleskopem na montażu dobsona w zenicie nie należy do najprzyjemniejszych i najłatwiejszych zadań. Cóż, innym razem go złapię :)

Następna gromadka na celowniku to M15. Wg. mapy jest w 0.25 drogi od pomarańczowego Enif w Pegazie, a γ Delfina (gwiazdką podwójną). Lornetka pozwala na dość szybkie odnalezienie obiektu, z teleskopem nie jest już tak różowo. Porównując obraz z lornetki i ten z szukacza/okularu teleskopu, okazuje się, że z moździerzem zapędziłem się aż do Źrebaka. Przesuwam zatem odpowiednio machinę i po chwili w okularze mamy M15 :) Stwierdzam, że nie ma sensu ładować barlowa do wyciągu, gdyż obraz i tak jest już ciemny.


Gwiazdozbiór Źrebię i M15 w Pegazie

Gromada M15


Dochodzi godzina 23. Zza linii drzew na wschodzie wychylają się nieśmiało Plejady (M45). Widok w lornetce nas zachwyca, nie kieruję już nawet w tamtym kierunku teleskopu. Po prostu nie odda chyba tego, co udało się lornetce o mniejszym powerze.

Konstelacja Byk i Plejady (M45)

Plejady (M45)


W trakcie obserwacji przez niebo przeleciało 6 meteorów, w tym 2 perseidy. Jeden z meteorów przeleciał mi przez obiektyw, kiedy patrzyłem w kierunku Tarczy, tworząc piękną kreskę przez całe pole widzenia :)

Próbowałem jeszcze złapać M101 i M51, ale jak na złość nie było ich widać przez łunę znad miasta.
Zapomniałem niestety o NGC869 i NGC884 czyli tzw. chichotach, ślicznych gromadach otwartych w Perseuszu - ten błąd jednak naprawiłem następnego wieczora, obserwując niebo z ogródka za domem :)
Zapomnieniu, a raczej może przeoczeniu uległa również Herkulesowa gromada M92.

Chichoty w Perseuszu, gromada podwójna, czyli χ i h Perseusza


Z atrakcji poza-gwiezdnych mogę wymienić: dwa ogromne pieski (husky), które pan z papierosem wyprowadzał na późny spacer oraz problem z otwarciem butelki z wodą ognistą. Po prostu nie dało się odkręcić nakrętki - blaszka nie była nacięta do końca i dopiero naruszenie jej integralności strukturalnej kluczami trochę pomogło. Nie pomogło natomiast na zbyt słabo wytłoczony gwint na nakrętce, przez co butelka musiała cały czas stać ;)

Podsumowując, był to bardzo przyjemny wypad, mimo utraty głównych atrakcji. Ciemne niebo, na którym odcinała się Nasza Galaktyka kontrastującym silnie pasem, aż zachęcało by w jego stronę skierować sprzęt optyczny. Było również przerażająco zimno/wietrznie (mi nie aż tak bardzo, jak mojej Asi), ale trunek dał nam trochę ciepła :) Wilgotność też nie była na najniższym poziomie, teleskop bowiem dość szybko stał się mokry.

Reasumując podsumowanie (prof. Miodek zapewne mógłby powiedzieć parę słów na temat takiej konstrukcji) - oby więcej takich nocy! :D

Zaliczone:
  • M11
  • M13
  • M15
  • M26
  • M29
  • M31
  • M45
  • NGC 869
  • NGC 884

Uwagi
Wszystkie mapki zostały wygenerowane przeze mnie w programie PP3. Zdjęcia obiektów pochodzą głównie z tej strony, zdjęcie Plejad pochodzi z astro-forum.org (na dole zdjęcia podany autor), zdjęcie chichotów pochodzi z archiwum APOD'a.


PS
Jakbyście się jeszcze nie domyślili - wojskowo z powodu poligonu, teleskopu z historyjki pewnego astronoma (przyjazd policji i tekst: 'dostaliśmy zgłoszenie, że ustawia pan moździerz'), gromad kulistych zwanych 'kulkami' i mojej odzieży obserwacyjnej w kolorach moro ;) Fotony teoretycznie też możemy nazwać kulkami, które łapaliśmy do tuby teleskopu :)

czwartek, 10 września 2009

Lornetka - Delta Optical Entry 10x50

Podczas ostatnich obserwacji z Przemkiem, zauważyłem przydatność urządzenia optycznego zwanego lornetką w poszukiwaniu obiektów na niebie. Główne zalety to:
  • możliwość szybkiego "biegania" wzrokiem po nieboskłonie,
  • zbieranie większej ilości światła niż nieuzbrojone oko,
  • łatwiejszy transport od teleskopu (łatwiej zabrać na pieszą wycieczkę, niż ~20kg nieporęczny teleskop)
  • łatwiejsze namierzanie obiektu lornetką, niż szukaczem
Niewielka lornetka, którą ma Przemek, tzw. lidletka, ułatwiła nam znacznie poszukiwania. Dlatego też po kilku dniach namysłów, zdecydowanie odrzuciłem myśl o kupnie tzw. ruska, i rzuciłem okiem na bardziej sensowny sprzęt.
Muszę powiedzieć, że ceny mnie zaskoczyły... Nie chcąc jednak wydawać na lornetkę równowartości kilku Synt, zdecydowałem, że kupię jakiś tańszy model o parametrach 10x50. Liczba 10 oznacza powiększenie 10x, natomiast 50 to średnica obiektywu (w milimetrach). Taka średnica pozwala na uzyskanie obrazu obiektów o zasięgu do ok. 10 magnitudo. Nie jest to najgorszy wynik :)
Jako, że lornetka nie miała być moim podstawowym sprzętem obserwacyjnym, zdecydowałem się na dość tani model firmy Delta Optical Entry 10x50. Zakupu dokonałem w sklepie internetowym Delta Optical. Lornetka dotarła do mnie następnego dnia za pośrednictwem kuriera.


Źródło


Opakowanie

Dość duży karton oznaczony odpowiednio ("sprzęt optyczny", "ostrożnie", itp.) po otwarciu okazał się wypełniony mnóstwem styropianowo-gąbkowych drobiazgów. Po rozgarnięciu ich zobaczyłem koszulkę foliową zawierającą rachunek, gwarancję, instrukcję obsługi, katalog i mniej ważne informacje, a pod tym pudełko z lornetką owinięte dodatkowo w folię bąbelkową. Jak dla mnie zostało to bardzo bezpiecznie zapakowane i chyba tylko skakanie po pudełku mogłoby zaszkodzić zawartości.

Zawartość
Pudełko zawiera lornetkę sztuk 1, pasek do zawieszenia lornetki, pokrowiec oraz ściereczkę do czyszczenia optyki.

Dane techniczne
  • model: 10x50
  • powiększenie: 10x
  • średnica obiektywów: 50 mm
  • pryzmaty: BaK4
  • pole widzenia: 114 m / 1000 m
  • źrenica wyjściowa: 5 mm
  • max. odległość od oka: 12 mm
  • min. odległość ostrzenia: 9 m
  • waga: 840 g

Wrażenia
Lornetka jest wyraźnie masywna, wygląda solidnie, lecz nie jest bardzo ciężka. Powierzchnia jest pokryta gumą, przez co nie ślizga się w dłoniach. Producent twierdzi również, że jest wodoodporna - okaże się w przyszłości :)
Zgodnie z tradycją, po zakupie sprzętu do obserwacji niebo jest zachmurzone. Jedyne co udało mi się zobaczyć tej nocy (09-09-2009) to Jowisz, gdyż cała reszta nieba była zakryta chmurami.
Obok Jowisza zauważyłem dwa z jego satelitów. Zobaczyłbym co najmniej 3, ale ze względu na ciekawy układ księżycy - Europa i Ganimedes zachodziły na siebie (wg. Stellarium) - zauważyłem odrębne jedynie 2: Europa&Ganimedes oraz Io. Callisto (na lewo od duetu Europa-Ganimedes) już nie widziałem, gdyż ręce mi się delikatnie trzęsły ;)



Nic więcej niestety nie uraczyłem, dlatego więcej na temat tej lornetki będę mógł powiedzieć dopiero za jakiś czas.

środa, 2 września 2009

Polowanie za miastem

W końcu po wielokrotnych próbach umówienia się na wypad obserwacyjny z kolegą z pracy - Przemkiem (który notabene też prowadzi astro-bloga), udaliśmy się do niewielkiej miejscowości Przybrodzin, gdzie Przemek ma domek. Tuba mojej Synty wylądowała na tylnym siedzeniu i została przypięta grzecznie pasami, a podstawka poszła do bagażnika. Po około 20-30 minutach jazdy dotarliśmy na miejsce. Spojrzenie na zegarek pokazało godzinę 21:30. Wypakowaliśmy sprzęt z samochodu, wnieśliśmy na balkonik i rozstawiliśmy, żeby zwierciadło osiągnęło temperaturę otoczenia. Kiedy obok mojej Synty stanął jej mniejszy brat - SK1309EQ2, poszliśmy zrobić kawę :)

Garść suchych faktów:
Data: 2009-08-01
Położenie: 52° 26' 2" N 17° 56' 21" E
Temperatura: ~22-23°C z początku, później ochłodziło się do 18-20°C
Atmosfera: Chmur brak - idealnie czyste niebo. Księżyc >90% oświetlenia tarczy, strasznie zaświetlał 60-75% nieba. Seeing przez to nienajlepszy.

Obserwacje rozpoczęliśmy od spojrzenia na niebo bez przyrządów optycznych. Był to pierwszy dzień (a w zasadzie noc) od dłuższego czasu, gdzie chmury stwierdziły, że znikną odsłaniając nieboskłon upstrzony gwiazdami i innymi ciekawostkami. Zgodnie jednak z zasadą "jak nie sr*czka to przemarsz wojsk", obserwacje musiały zostać ograniczone przez światło odbite od naszego jedynego naturalnego satelity. W ten sposób 3/4 nieba straciło swoją "czerń" (o ile można mówić o czerni nieba latem;)).


Jowisz w pełnej krasie

W zaświetlonej części nieba wybijał się z tła król królów - Jowisz. I to właśnie on przyciągnął naszą uwagę na tyle, że skierowaliśmy ku niemu rury.
W szukaczu od razu zauważyłem jego księżyce, kiedy natomiast zerknąłem w okular (szerokokątny 17mm) moim oczom ukazało się oblicze króla. Żądny wrażeń dorzuciłem w wyciąg Barlowa. Tarcza zaprezentowała się już naprawdę ciekawie, obraz jednakże delikatnie falował (eh, konwekcja...). Zdarzały się jednak momenty, gdy falowanie ustawało na tyle, że było widać postrzępione (!) ciemne (noo, pomarańczowe) pasy chmur w okolicach zwrotnikowych, jak również delikatnie ciemniejsze obszary nad biegunami. Obrazem tym można się było zachwycać dłuugo :) Niestety, Plamy nie uraczyliśmy.
Przemek wrzucił jeszcze w wyciąg mojej Synty swój NLV 6mm, ale seeing był zbyt kiepski, i w efekcie obraz uzyskany był nawet gorszy niż w kombinacji Barlow+17mm - takie jest moje subiektywne odczucie - Przemek uraczył chyba spokojniejszy obraz w lantanie patrząc w 8-calówkę.




W międzyczasie Przemek chwycił swoją lidletkę :) i rozpoczął przeszukiwanie nieba nad brzozami w poszukiwaniu Wielkiej Galaktyki Andromedy. Po chwili usłyszałem "chyba znalazłem" i otrzymałem lornetkę, by potwierdzić położenie - istotnie, zaraz nad czubkami drzew dało się zaobserwować mgiełkę. Stwierdziłem, iż czas skończyć obserwacje Jowisza i przestawiłem teleskop o ponad -90° w azymucie. Podniosłem tubę wyżej i w szukaczu po chwili miałem delikatną mgłę. Rzut oka w okular (17mm) potwierdził przypuszczenia - oto M31. Następnie dodałem Barlowa, niestety nie wydobył więcej szczegółów - M110 i M32 nie udało się zobaczyć. Może przy lepszych warunkach (bezksiężycowych) zobaczę coś więcej...



Następnym celem wieczora, stał się M57, słynny Pierścień bądź Obwarzanek (jak zwał tak zwał). Tym razem honory pełnił Przemek, który namierzył emkę najpierw lornetką, a później ustawił 8-calówkę. Spojrzenie w szukacz ukazało fragment czegoś takiego:



Jasne gwiazdy na tym zdjęciu to po lewej na dole β i po prawej u góry γ Lyr. Pomiędzy nimi, trochę na prawo od środka jest owa M57. Jest ona na tyle charakterystyczna, że przy dobrze wyostrzonym obrazie, gwiazdy wyglądają jak szpilki, a obwarzanek - jest zamgloną "gwiazdką", trochę większą od pozostałych w średnicy.
W wyciągu barlow+17mm daje trochę lepszy pogląd na Pierścień:


W rzeczywistości nie udało się nam zauważyć szpileczki pośrodku, ale ładnie kontrastował ze sobą ciemny środek i jasny pierścień. Próba umieszczenia NLV 6mm w wyciągu nie powiodło się tak do końca - o ile umieszczenie okularu było proste, to późniejsze odnalezienie precla już nie ;) Nie przekonaliśmy się już zatem ile więcej można zobaczyć - chociaż podejrzewam, że seeing na dużo by nie pozwolił...

Tak natomiast M57 prezentuje sie w teleskopie Hubble:



Niestety, taki obraz jest nieosiągalny dla teleskopów amatorskich - a szkoda :(

O M57 więcej informacji podała Kruszyzna tutaj.

Próbowaliśmy również ustrzelić chichoty (w Perseuszu), M101 i M51 (w Wielkiej Niedźwiedzicy), ale nie udało się nam ich znaleźć - było stanowczo za jasno... Co nie znaczy, że przestaniemy ich szukać :)

Minęła północ. Ponieważ następnego dnia musieliśmy iść rano do pracy, stwierdziliśmy, że wypadało by się zbierać, by rano nie przysypiać przed komputerem ;) Ostatni rzut oka na Łysego w obszarze terminatora, z kilkoma okularami w wyciągu dają: kilka kraterów, ciekawe cienie na powierzchni i zdecydowany ból oka :)

Generalnie jestem zadowolony z wypadu, gdyż dawno nie obserwowałem nieba i oderwałem się trochę od miejskich świateł. Jeśli chodzi o powtórkę - to jestem za :D

środa, 3 czerwca 2009

Jowisz wczesnoletnią (późnowiosenną) porą



Wracając do domu ze spotkania z kolegami, zauważyłem, iż po raz pierwszy od DŁUGIEGO czasu widać gwiazdy. W oczy rzucił się zdecydowanie Jupiter... W związku z tym, że szkoda by było taką okazję przepuścić, zorganizowałem krótki seans obserwacyjny tego gazowego olbrzyma.

Data: 2009-06-03
Położenie: 52° 32' N 17° 36' E
Temperatura: około 20°C
Atmosfera: Powyżej ~35° brak chmur. Bardzo nisko nad horyzontem zwarta pokrywa chmur burzowych (w oddali z rzadka błyskawice rozświetlają noc). Mgiełki brak. Powietrze jest wyraźnie "mokre"- dość szybko teleskop staje się wilgotny.

00:40
Początek obserwacji. Obraz w okularze faluje. Powodem jest jak zwykle różnica temperatur zwierciadła i otoczenia.

01:50
Koniec obserwacji. Idę spać. Dobranoc.

Podsumowanie:
Jowisz wydawał mi się bardzo ładny - widać było 2 ciemniejsze pasy chmur i 4 jego księżyce - Callipso, Europa, Ganimedes oraz Io. Narzekać mogę tylko na zbyt dużą jasność i niewielki kontrast- gdybym zamontował w wyciągu jakiś filtr, byłoby całkiem przyjemnie. Okulary planetarne, ortoskopy dałyby również trochę lepszy obraz.


Przepraszam, byłem zbyt leniwy/zmęczony by zanotować coś więcej. Braki treści starałem się uzupełnić obrazkami, ale niekoniecznie nadrabiają one owe braki. Niestety, seeing też był nienajlepszy.

sobota, 14 marca 2009

Mój Najpiękniejszy Saturn

Obserwacje miały być testem nowych okularów, a pokazały mi najpiękniejszego Saturna z widzianych przeze mnie do tej pory... :)

Data: 2009-03-13 -> 2009-03-14
Położenie: 52° 32' N 17° 36' E
Temperatura: odrobinę poniżej 0°C
Atmosfera: Bardzo delikatne chmury pierzaste, wysoko. Nisko nad horyzontem zwarta pokrywa chmur. Nad ziemią mgiełka. Wilgotno.

23:00
Teleskop chłodzi się już kilkanaście minut.
Nadal nie mogę złapać ostrości na żadnym obiekcie, kwestia wychłodzenia zwierciadła + seeing. Czekam.

23:10
Rozpoczynam testy na Saturnie.
Na pierwszy ogień idzie Plossl 10mm. Obraz rozmyty, drgający, nie daje się wyostrzyć (chmury).

23:20
Warunki poprawiają się. Chmury odsłaniają Saturna całkowicie, w końcu obraz daje się wyostrzyć.
Jest ok, podobnie jak ostatnim razem (2009-03-09). Ustalam to jako punkt odniesienia do nowych obserwacji.
W wyciągu ląduje barlow+UWA(17mm). Obraz przyzwoity, brak aberracji chromatycznej, komy, duże pole. Obraz ostry, jednak bez wyraźnych szczegółów.
Po pewnym czasie stwierdzam, że czas zwiększyć powiększenie, skoro mam na to warunki. W wyciąg wkładam barlowa+plossl 10mm. Obraz nie jest do końca ostry.
Mija kilka minut... W końcu udaje mi się wyostrzyć, możliwe, że w końcu zwierciadło się wychłodziło do końca albo resztki chmur zniknęły. Otrzymuję piękny obraz - idealnie ostry, Saturn jest niesamowity! Widzę delikatny jaśniejszy pas chmur w okolicach równika planety, również udaje mi się zaobserwować przerwę pomiędzy planetą, a jej pierścieniami. Oprócz tego widzę jego 4 księżyce: Tytan(8.71mag), Rhea(10.04mag), Dione(10.72mag), Iapetus (11.52mag). Enceladusa (12.10mag) niestety już nie widziałem, o Hyperionie nie wspomnę.
Obserwuję Saturna bardzo długo. Nie mogę oderwać od niego wzroku. Zastanawiam się, czy większe powiększenie dało by radę przy takim seeingu (ahh te marzenia o lantanie;)).

00:00
Księżyc wychodzi zza chmur i drzew. Dla odmiany kieruję na niego teleskop. W wyciąg montuję UWA. Obraz przyzwoity, pozbawiony aberracji chromatycznej, czego się obawiałem przy jasnym obiekcie. Łysy mieści się cały w polu. Dodaję do UWA mojego barlowa. Powiększenie 140x uwydatnia więcej szczegółów. Studiuję obszar terminatora. Jest ok, ale chcę więcej ;D
W barlowie ląduje plossl 10mm, czyli otrzymuję powiększenie 240x. Mam problem z ustawieniem ostrości... Po paru minutach udaje mi się złapać ostrość - ostrzy bardzo nisko. Zauważalny jest już wpływ seeingu, obraz zaczyna pływać delikatnie w niektórych miejscach. Widać naprawdę dużo szczegółów, jednak pojawia się aberracja chromatyczna. Spędzam kilka minut przyglądając się powierzchni Łysego na linii terminatora.

00:20
Ostatni rzut oka na Saturna - pojawiają się znowu chmury na niebie(ziemskim). Oznacza to koniec obserwacji, zwłaszcza, że jestem zmęczony.


Układ księżyców Saturna

Mniej więcej tak prezentował się Saturn w okularze (może minimalnie mniejszy kontrast)


Podsumowanie

Zaliczone:
  • Saturn (0.92mag)(piękny!) + księżyce (Tytan(8.71mag), Rhea(10.04mag), Dione(10.72mag), Iapetus (11.52mag))
  • Księżyc